Po słabym 2009 roku sektor bankowy powinien w tym roku wyraźnie zwiększyć zyski. Wraca temat dywidend.
Udanie rozpoczął się sezon wyników dla giełdowych banków. Nawet słabe rezultaty BRE (ale nie odbiegające znacząco od oczekiwań analityków) nie przeszkodziły w wyraźnym wzroście kursu. Trzeba jednak pamiętać, że akcje instytucji, kierowanej przez Mariusza Grendowicza, były w tym roku jednymi z najsłabszych w sektorze. Było więc, co odrabiać.
Dziś przed sesją wstępne wyniki za IV kwartał przedstawi Bank Millennium. W czwartek rezultaty ujawni trzeci z branżowych słabeuszy – Kredyt Bank. To, jak te i kolejne banki zakończyły miniony rok, będzie dobrą wskazówką, czego można oczekiwać po wynikach całego sektora w 2010 r. Na razie prognozy zakładają istotny wzrost zysków.
Jeśli wziąć pod uwagę konsensus dla 10 największych giełdowych banków, tegoroczny ich zysk ma być łącznie o jedną trzecią wyższy, niż w słabym 2009 r. Nie jest niespodzianką, że największej poprawy analitycy oczekują po tych bankach, które ostatnich miesięcy nie mogły zaliczyć do udanych. Chodzi o Kredyt Bank (zysk w 2010 r. ma wzrosnąć aż o 350 proc.), BRE (+250 proc.), BPH (+100 proc.) i Millennium Bank (zamiast straty ma być prawie 220 mln zł zysku). Jak trudno może być jednak sprostać oczekiwaniom pokazuje BRE, którego wynik za cały ubiegły rok okazał się aż o 30 proc. niższy od konsensusu. Tyle że akurat pozycja, o którą można było mieć największe obawy – a więc koszty ryzyka – nie wpłynęła na zysk netto w większym stopniu, niż się spodziewano. A to już dobry sygnał, bo daje szansę na to, że w tym roku odpisy na utratę wartości będą wyraźnie niższe, niż w fatalnym pod tym względem 2009 r. Według Tomasza Bursy, analityka Ipopemy, rezerwy mogą spaść do 750-800 mln zł, z 1,1 mld zł, odnotowanych w 2009 r. W 2008 r. było to niespełna 270 mln zł.
Pełna treść artykułu tutaj
